Przeczytane w jednym z ekskluzywnych magazynów dla kobiet. Celebrytka umówiła się z dziennikarką na wywiad u siebie w domu. Po nowoczesnym "witaj, witaj", celebrytka zapytała: w czym pijemy kawę, w filiżankach czy po domowemu w kubkach. Dalej nie czytałam. Zastanowiłam się, jak ja odpowiedziałabym na takie pytanie. Bo ja "po domowemu" pijam kawę w filiżankach. Kubłami jestem traktowana w "gościach".
I to był pierwszy powód pojawienia się w moim domu kubłów, których nie cierpię. Przypomniałam sobie także uwagę mojej dobrej koleżanki: daj se spokój z tymi filiżankami. Gość sobie życzy kubeł, gość dostaje kubeł.
Moja mama była szwaczką. Ktoś poprosił moją mamę o dokonanie jakiejś naprawy czy poprawki. Mama zabrała się do pracy, a ja z gościem zajęłyśmy się pogawędka przy herbacie. Herbata, a jakże, po domowemu w filiżankach. I z powodu tej filiżanki, gość bardzo, ale to bardzo chciał się z nami zaprzyjaźnić. Sytuacja wielce niezręczna.
I to był drugi powód, dla którego jestem kolekcjonerem skorup, każda z innej parafii.
Zorientowałam się, że świat poszedł "do przodu", a ja konserwatywna aż do bólu.