Siedziałam na peronie z walizką 40-litrową. Na tej samej ławce przycupnęła pani z walizką 120-litrową
A co mnie to obchodzi.
Nagle przed nami pojawił się mężczyzna, młody, szczupły, wysportowany popychając przed sobą walizeczkę 30x40 cm.
- oto jak się podróżuje, proszę pani. A pani zabrała taką landarę, że nie wiadomo jak pani to wtaszczy do pociągu - odezwałam się nieproszona.
Pani spojrzała na mnie groźnie (pomyślałam: oho, zaraz da mi w mordę, i będzie miała rację} i odrzekła:
- a wie pani, co w tym jest najgorsze ? że całe dwa tygodnie przechodziłam w jednej bluzce. Po jakiego grzyba zabrałam pół szafy ?
I śmiałyśmy się obie aż do przybycia pociągu.
