Czekałam na windę, kiedy sąsiad z naprzeciwka wyszedł ze swojego mieszkania z dywanem.
- o, będzie trzepanko - zagaiłam
-jakie trzepanko, żadnego trzepanka, WYRZUCAM, zalany wodą z doniczek, śmierdzący, zakurzony, zabrudzony i w kółko tylko odkurzać trzeba.
Mhm, po pół roku wyrzuciłam własny. Uff, co za ulga. Dzięki sąsiadowi już nie muszę się męczyć z tym zakichanym "arrasem".