Jeśli coś tracisz,
nie trać tej lekcji.
Dalajlama
Nie, nie jak co roku. Jak przed świętami, jakimikolwiek. Na ludzi spada ogrom nieszczęść: muszą (ktoś ich zmusza ?) kupować, gotować, jeść, muszą sprzątać. Nie mogą (ktoś im zabrania ?) usiąść i zastanowić się nad sensem życia. A największą traumą jest spotkanie z rodziną. Na dodatek w pracy ten nieszczęsny opłatek, albo jajeczko.
Nie dziwię się, że tak cierpią, skoro na święto (każde) wyłączają mózg. On też potrzebuje odpoczynku.
I teraz wiem, po co są święta. I ja je uwielbiam.
Przeczytałam apel w necie: bądźmy dobrzy dla siebie nie tylko od święta. (chyba wyłączyła mózg )
Ja apeluję: bądźmy dla siebie samych i dla innych dobrzy CHOCIAŻ W ŚWIĘTA
Lubię ten pośpiech i gwar w galeriach handlowych. Szukanie prezentów (myślimy o obdarowywanych, czyż nie tak ?) i Jingle bells. I chwile wypoczynku przy kawie, między kolejnymi zakupami.
I lubię patrzeć na olbrzymie choinki z jednokolorowym ustrojeniem. Choinki w domu to zazwyczaj niezły kicz (mojej produkcji, niezmiennie od nastu lat), którym rodzina, też niezmiennie, się zachwyca.
Na ten spektakl najczęściej narzekają ci, którzy ten rozgardiasz tworzą. I ten jarmark i własną hipokryzję obrzucają epitetami. Ci, którzy pozostają w domu, zazwyczaj samotni, po cichu zazdroszczą innym energii i chwil podniecenia.
U sąsiada trawa zieleńsza (tego na zachodzie) albo ci tam to buraki (tam na wschodzie).
Znajoma zwykle mieszała: TAM chodzą obesranym na wierzchu i noszą zegarki z wodotryskiem.
Zdolności poznawcze człowieka są żałośnie ograniczone. Stale coś zgłębiamy, analizujemy, a gdy już jesteśmy przekonani, że dotarliśmy na szczyt wiedzy, okazuje się, że czeka nas jeszcze daleka droga.
Wirusy są górą. Od wieków... i na wieki.
1 listopada - Dzień Wszystkich Świętych, 2 listopada - Dzień Zaduszny. Wszyscy (no, prawie wszyscy) odwiedzają groby bliskich i znajomych. Na grobach zapalają znicze i kładą kwiaty. I dumają. Bo to okres zadumy (nad sensem życia - tak uogólniając).
Mhm, przyjrzyjmy się, jak wygląda ta zaduma i sens życia.
- niedobrze mi na widok tych obrzydliwych plastikowych gigantycznych zniczy
- kaleczą oczy obrzydliwe sztuczne kwiaty
- śmieszy mnie do rozpuku jakaś konieczność tłumaczenia się bywalców cmentarnych tego 1 listopada, że oni lubią być na cmentarzu
- mam obrzydzenie na te celebracje, sztuczne kwiatki, wyleniałe futra, szloch i cierpiętnictwo na pokaz.
Chciałabym krzyknąć, jak co roku o tej porze: żyj i daj żyć innym.